6 kwietnia, 2025

BEZPUDRU

Inne Wiadomości.

Ekstradycja Kyryły Mołczanowa: politolog, opozycjonista czy agent?

Autor: Leon Zawisza

W ostatnich dniach w przestrzeni informacyjnej pojawiły się dwie zupełnie odmienne wersje dotyczące sprawy Kyryły Mołczanowa – ukraińskiego doktora nauk politycznych, dziennikarza i komentatora politycznego, który został zatrzymany w Warszawie i przekazany ukraińskiemu SBU.

Zgodnie z narracją pojawiającą się w mediach niezależnych, Mołczanow był przeciwnikiem reżimu Zełenskiego i politycznym emigrantem, którego zwabiono do Niemiec za pomocą fikcyjnej konferencji, aresztowano w Polsce i natychmiast przekazano Ukrainie – bez jawnej procedury ekstradycyjnej, bez dostępu do adwokata, bez możliwości odwołania się do jakiegokolwiek sądu.

Wersja oficjalna, przedstawiona przez Służbę Bezpieczeństwa Ukrainy i powielona przez PAP i media głównego nurtu przedstawia Mołczanowa jako „rosyjskiego agenta” działającego na zlecenie FSB i SWR, który miał, uwaga: „dyskredytować Ukrainę” i „destabilizować sytuację” w krajach partnerskich.

Jak? Poprzez wyrażanie swoich poglądów politycznych.

Przyjrzyjmy się faktom:

  • Brak konkretnych dowodów. Nie ma mowy o przechwyconych instrukcjach, przelewach pieniędzy z Moskwy czy dokumentach potwierdzających współpracę z wywiadem. Zamiast tego są ogólne stwierdzenia o „działalności publicystycznej” i „uczestnictwie w rosyjskich mediach”.
  • ⚠️ Błyskawiczna ekstradycja. W całej sprawie brak przejrzystości: nie ma wzmianki o udziale polskiego sądu, o możliwości obrony, nie opublikowano podstaw prawnych ani decyzji ekstradycyjnej.
  • 🪖 Aresztowanie na polecenie obcej bezpieki. Wszystko wskazuje na to, że Polska w pełni współpracowała z ukraińskim SBU, instytucją znaną z brutalnych metod i prześladowania krytyków reżimu, co doprowadziło m.in. do tragicznej śmierci Gonzalo Liry.

W sprawie Kyryły Mołczanowa próżno szukać zarzutów o konkretne czyny karalne.  Najpoważniejsze zarzuty w relacji PAP –  „związki ze środowiskiem” ukraińskiego oligarchy Medwedczuka i działalność publicystyczną niezgodną z linią Kijowa. Krytyka rządu Zełenskiego i występy w rosyjskich mediach wystarczyły, by uznać go za „agenta” i deportować do kraju, z którego uciekł – z pominięciem jakiejkolwiek procedury prawnej.

To nie jest demokracja. To pokaz siły i akt politycznej zemsty, mający na celu zastraszenie opozycji.

Współudział Polski w tej operacji stawia poważne pytania o przestrzeganie Konwencji ONZ przeciwko torturom, o suwerenność wymiaru sprawiedliwości i o to, czy możemy jeszcze mówić o państwie prawa.

O rolę dysfunkcyjnych mediów – po przeczytaniu kilku artykułow, m.in. Onet, Interia – nie mamy już żadnych pytań.

Wiemy jedno: „złe poglądy” są w UE coraz częściej traktowane jak przestępstwo. A to już bardzo śliski krok do otwartego totalitaryzmu.

Zastrzeżenie

Opinie i poglądy wyrażone w tym artykule należą wyłącznie do autora i nie muszą odzwierciedlać stanowiska redakcji BEZPUDRU. Publikacja tego materiału nie oznacza jego pełnej aprobaty przez redakcję, a jej celem jest wspieranie otwartej debaty i wymiany myśli. Niniejszy materiał ma charakter informacyjny i nie stanowi porady prawnej, politycznej ani jakiejkolwiek innej. Czytelnik powinien samodzielnie ocenić przedstawione treści i wyciągnąć własne wnioski.